piątek, 22 kwietnia 2016

Nanoplex na moich włosach

Nanoplex obiecuje nam zadbać o nasze włosy i to już podczas zabiegów chemicznych. 

W ulotce możemy przeczytać, iż Nanoplex został zaprojektowany by odbudować zerwane i zniszczone mostki dwusiarczkowe oraz przywrócić keratynę przed, w trakcie i po agresywnych zabiegach chemicznych
Mostki dwusiarczkowe to wiązania chemiczne, które są odpowiedzialne za łączenie ze sobą łańcuchów keratyny i konstrukcję włosa. Zabiegi chemiczne i termiczne, uszkodzenia o charakterze mechanicznym powstałe na skutek codziennego czesania, zrywają mostki dwusiarczkowe, przez co włosy stają się suche, matowe i łamliwe. 
Nanoplex zastosowany podczas zabiegu z użyciem chemii fryzjerskiej, kiedy otwiera się łuska włosa, wnika głęboką w jego strukturę, odbudowuje uszkodzone mostki dwusiarczkowe i dostarcza włosom keratynę, przez co włos zostaje maksymalnie odżywiony, wzmocniony i wygładzony.

Cały zestaw składa się z dwóch kroków:


  1. Dodaj Nanoplex No. 1 do rozjaśniacza lub farby z aktywatorem zgodnie z proporcjami przedstawionymi w dołączonej instrukcji i nałóż mieszankę na włosy. Pozostaw na 10 lub więcej minut. Przemyj włosy wodą nie używając szamponu.
  2. W celu dopełnienia i zakończenia kuracji, nałóż Nanoplex No. 2 i pozostaw na włosach przez 10min. Umyj włosy szamponem i zastosuj odżywkę lub maskę.





Nanoplex bardzo mnie zaintrygował i postanowiłam go wypróbować na własnych włosach.

Tyle, że instrukcja mówi głównie o farbowaniu włosów, a ja tego nie robię od prawie 2 lat i nie chciałam specjalnie dla Nanoplexu tego zmieniać. Więc postanowiłam zrobić małe hokus pokus i poudawać, że nakładam farbę na moje włosy - a mianowicie: wymieszałam 40 ml maski Kallos Blueberry z 7 ml Nanoplexu nr 1 i nałożyłam na włosy pomału jak farbę (pomijając naturalny odrost), pozostawiając całą mieszankę na włosach na 1 godzinę.

Następnie spłukałam włosy wodą, osuszyłam je ręcznikiem i nałożyłam 14 ml Nanoplexu nr 2 na 15 minut (również pomijając skórę głowy).

Po tym czasie ponownie spłukałam włosy wodą i na kilka sekund (nie miałam niestety już więcej czasu) nałożyłam maskę zakwaszającą (ph 3,5) Joico K-Pak, Intense Hydrator i ponownie całość spłukałam ciepłą wodą, a następnie szybko wysuszyłam włosy suszarką.


I oto efekt:


Co dał mi ten  zabieg? 
Przede wszystkim rozczesuję je ostatnio bez najmniejszego problemu. 
Po drugie – włosy ładnie błyszczą i są bardziej gładkie oraz proste i dla mnie to największy plus tego zabiegu.


W niedługim czasie planuję powtórzyć zabieg, ale tylko na na wierzchniej warstwie włosów, która nadal jest bardziej sucha i niesforna niż cała reszta.




czwartek, 14 kwietnia 2016

Po wizycie u fryzjera i jak pozbyłam się kolejnych włosowych zniszczeń

Cześć Dziewczyny :)

Dzisiaj przed Wami efekt wizyty u fryzjera i jednocześnie prezentacja pozbycia się przeze mnie kolejnych włosowych zniszczeń.

Co prawda, przez ostatnie dwa lata omijałam fryzjerów szerokim łukiem i zarzekałam się po ostatnim rozjaśnianiu włosów, że już nigdy więcej do żadnego nie pójdę, 
ale to co ostatnio się działo na mojej głowie: mega niesforność - wywijanie się każdego włosa w każdą inną stronę i mega suchość zewnętrznej warstwy włosów, mimo samodzielnego podcinania i nakładania litrów olejków, sprawiło że mój upór zmiękł i postanowiłam podciąć końcówki na prosto - zresztą za sprawą Waszych komentarzy ;)
Doszłam przy tym do wniosku, że nie dam rady czekać jeszcze miesiąc na spotkanie z moją siostrą i że już, natychmiast potrzebuję kogoś, kto wyrówna moje włosy.
Tak zapisałam się wczoraj do fryzjera i dziś wylądowałam na fryzjerskim fotelu, gdzie poleciało aż 7 cm!


Moje włosy dzisiaj (14.04.2016):






A tak moje włosy wyglądały dokładnie dwa tygodnie temu (marzec 2016):




Co prawda kilka centymetrów uciekło i wróciłam do długości włosów sprzed roku, ale warto było :) 
Nieprawdaż ;)?



środa, 6 kwietnia 2016

Sucha zewnętrzna warstwa włosów - jak sobie z tym poradzić?

Witajcie :)

Dziś chciałabym Wam opisać problem, z którym się zmagam chyba odkąd pamiętam, a mianowicie dotyczący suchej, zniszczonej i puszącej się zewnętrznej warstwy włosów.  

Przerabiałam mnóstwo kosmetyków: olejów, masek, odżywek, itp. (tu odsyłam Was do mojego kosmetycznego pamiętnika, prowadzonego co miesiąc).
Niestety, wierzch włosów wciąż się puszy i jest suchy, podczas gdy włosy od spodu są gładkie i lśniące.
I naprawdę już nie wiem jak mam wygładzić i "uzdrowić" tą zewnętrzną warstwę, która szpeci wygląd moich włosów. 

Zaczęłam się więc doszukiwać głębszych przyczyn tego stanu rzeczy niż tylko stosowanie być może niewłaściwych kosmetyków.





Po pierwsze, jak widać na zdjęciach moje włosy nie są już farbowane od wielu miesięcy (ostatnie farbowanie lipiec 2014, czyli 20 miesięcy temu), a więc takie puszenie jedynie wierzchniej warstwy nie jest na pewno spowodowane tym zabiegiem.


Inną przyczyną może być nieprawidłowe nakładanie kosmetyków. Na przykład, jeśli myjemy włosy głową w dół, możemy albo niedokładnie rozprowadzać na włosach odżywki, maski, albo niedokładnie je spłukiwać. I tu niestety w moim przypadku należy wykluczyć ten problem, gdyż włosy myję różnie: czasami z pochyloną głową w dół, a czasami normalnie na prosto.


Jeszcze inną przyczyną takiego stanu włosów mogą być błędy w stylizacji. I tu większość rzeczy też wykluczyłam, gdyż nie używam prostownicy (no może zdarza mi się raz na 2-3 miesiące), a włosy suszę z pochyloną głową w dół, albo dzieląc włosy na dwie warstwy.
Jedyną zbrodnią, ale też popełnianą bardzo, bardzo rzadko, tylko na wielkie wyjścia, jest tapirowanie włosów tuż przy skórze by nadać im objętości i spryskiwanie ich lakierem. Więc tu nie sądzę, żeby taki "wyskok" raz na kwartał przyczynił się aż do takiego stanu mojej zewnętrznej warstwy włosów.


Wiadomym też jest, że zewnętrzna warstwa włosów jest szczególnie narażona warunki atmosferyczne, ale tego niestety nie jestem w stanie w 100% wyeliminować, choć staram się latem chronić włosy przed przegrzaniem, wysuszeniem czy rozjaśnieniem, a zimą chodzę tylko w miękkich czapkach.


Kolejną przyczyną zniszczeń może być ocieranie zewnętrznej warstwy włosów w nocy o poduszkę, przez co również mogą się bardziej puszyć. I tu podejrzewam, że może coś w tym być, choć mam flanelową, mięciutką poszewkę i może jedynie samo przyciskanie włosów głową  do poduszki i ich takie podgrzewanie może powodować zniszczenia.
Próbowałam wiązać włosy w koczek, ale wówczas rano bolała mnie skóra głowy, a fryzura po rozpuszczeniu takiego koczka też raczej nie nadawała się do wyjścia z domu, gdyż włosy przy skórze były proste, dalej pojawiało się wielkie wybrzuszenie, a na samym końcu takie tam kręciołki.
Również warkocz się nie sprawdził, gdyż włosy po nim były jeszcze bardziej sianowate.
Zatem staram się w nocy przekładać włosy tak, by jak najmniej na nich leżeć.


A może któraś z Was miała podobny problem, którego skutecznie się pozbyła i mogłaby mi coś doradzić?