środa, 31 lipca 2013

Fitoval i Vitalsss Beauty skrzyp - podsumowanie

Dziś zapraszam na mój blog wszystkich zainteresowanych suplementami diety, a dokładnie:
Fitovalem i skrzypem Vitalsss Beauty.




Dokładny opis obu produktów znajdziecie w tym poście: KLIK.

Oba suplementy brałam naprzemiennie przez trzy miesiące.
Początkowo kuracja przebiegała w następujący sposób:
  • Fitoval: 1 kapsułka dziennie przez 7 dni, następnie 7 dni przerwy i tu w tym czasie stosowałam Vitalsss skrzyp,
  • Vitalsss Skrzyp: 1 kapsułka dziennie przez 7 dni, następnie 7 dni przerwy i tu w tym czasie stosowałam Fitoval.

Wyjątkiem jest okres od połowy czerwca, gdzie postanowiłam sprawdzić działanie każdego suplementu z osobna i tu przez prawie miesiąc brałam tylko i wyłącznie Fitoval, a później już tylko Vitalsss Beauty skrzyp.

I jakie efekty przyniosła moja suplementacja diety?

Otóż, niestety żadnych: włosy jak zwykle rosły max. 1 cm/m-c, czyli tyle samo, co bez tych witaminek, a do tego cały czas były niesforne i suche, dopiero fluid odbudowujący Artego trochę je ujarzmił.

Paznokcie podobnie: max. 4 mm na miesiąc.

A cera – nadal pozostawia wiele do życzenia i gdyby nie Skinoren, mydło z nanosrebrem, urządzenie Darsonwal i unikanie wielu produktów (w tym szczególnie mlecznych), to pewnie dalej bym musiała ją pokrywać grubą warstwą „tapetki” ;) Zresztą do tej pory wciąż potrafi pojawić się coś znienacka na czole, szyi czy kościach żuchwy, nie wspominając o ramionach czy plecach....


Podsumowując: ja raczej już nie kupię tych suplementów, bo szkoda pieniążków. Zresztą wróciłam do sprawdzonego Merz Specialu, który przynajmniej na moje włosy jakoś działał i dodatkowo od 3 lipca testuję drożdże. Ale o tym wkrótce :)


A jak Wasze wrażenia ze stosowania suplementów? Brałyście te witaminki? A może macie jakieś sprawdzone, po których widać jakieś pozytywne efekty?

niedziela, 28 lipca 2013

Pollena-Ewa_odżywka do włosów len, kaszmir, proteiny pszenicy, filtry UV


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Behetrimonium Chloride,Trimethylsilylalamodimethicone, C11-15 Pareth-5, C11-15 Pareth-9, Hydrolized Wheat Protein, Hydrolized Keratin, Lineseed Seed Extrract, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethylcelulose, Macadamia Ternifola Seed Oil, Panthenol, Parfum, Benzophenone-3, Methylaparaben, Propylparaben, Lactic Acid

Odżywka do włosów farbowanych i zniszczonych.



Od producenta: 
Zawarty biokompleks lniany, proteiny pszenicy i kaszmiru, nadający wyjątkowy połysk Twoim włosom olej makadamia, nawilżający hydrokompleks prowitaminy B5 oraz filtry UV i siloksan, zapewniają głębię koloru oraz długotrwały, intensywny blask Twoim włosom.


Moja opinia:

Dzięki niej włosy rozczesują się z łatwością.
Nie obciąża włosów.
Łatwo ją spłukać.
Włosy się nie elektryzują.
Nie podrażnia skóry głowy.

Naprawdę bardzo dobra odżywka do włosów. Świetnie odżywia i wygładza włosy. Sprawia że są niesamowicie delikatne w dotyku i łatwo się układają. 

Jedna z najlepszych odżywek jakich używałam i to za taką cenę (ok. 5,00 zł/200 ml).

środa, 24 lipca 2013

Artego_keratynowy fluid odbudowujący

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide Dea, Lauramidopropyl Betaine, Polyquaternium-10, Sodium Chloride, Tea Lauryl Sulfate, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Amodimethicone, Simmondsia Chinensis Oil, Chondrus Crispus (carrageenan) Extract, Cetrimonium Chloride, Trideceth-10, Acrylates Steareth-20 Methacrylates Copolymer, Lactic Acid, Parfum, Tetrasodium EDTA, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, magnesium Chloride, Magnesium Nitrate, CI 42051, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene

Od producenta:
  • keratyna odbudowuje włosy od wewnątrz,
  • bogactwo składników: olejek z jojoby i avocado, serycyna, która uelastycznia i wzmacnia włosy,
  • niezwykły efekt odbudowy uwrażliwionych włosów.


pojemność opakowania: 500 ml 


Pokochałam ten produkt od pierwszego użycia.
Fluid robi nieziemskie rzeczy z moimi włosami, które nigdy żadne odżywki czy maski nie zrobiły i pewnie nie zrobią. 

Włosy są miękkie już przy spłukiwaniu go z włosów. A po wyschnięciu włosy pięknie się błyszczą i są cudownie gładkie i odżywione oraz sypkie. Pięknie też pachną.

To jest mój ulubiony produkt i hit wszechczasów :)

Jedyny minus to bardzo wysoka cena. Ale czego się nie robi dla włosów :) 

Efekty kuracji tym produktem możecie zobaczyć w mojej aktualizacji czerwcowej, gdzie zastosowałam go jedynie dwa razy: KLIK.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Pollena-Ewa, Eva Natura Zioła Polskie, Potrójna moc ziół, Szampon do włosów przesuszonych, blond i po rozjaśnianiu

Dziewczyny! Dziś będzie o moim ulubionym szamponie, który odkryłam całkiem niedawno i w aktualizacji czerwcowej moich włosów okrzyknęłam go "czerwcowym ulubieńcem", a mianowicie o  szamponie do włosów przesuszonych, blond i po rozjaśnianiu Eva Natura Zioła Polskie, Potrójna moc ziół.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocoamide DEA, Chamomilla Recutita Extract, Tilia Vulgaris Extract, Calendula Officinalis Extract, Parfum, Disodium Undecylenamido Mea- Sulfosuccinate, Peg-75 Lanolin, Niancinamide, Panthenol, DMDM Hydantoin, Lactic Acid, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Tetrasodium EDTA, Cl 1585, Cl 1914. 

Ekstrakty: rumianek, lipa, nagietek.
Co obiecuje producent:
Twoje włosy będą nawilżone, miękkie, o jedwabistym połysku dzięki aktywnym biologicznie substancjom z rumianku, lipy i nagietka oraz nawilżającemu hydrokompleksowi prowitaminy B5 i witaminy PP, które pozwalają zachować prawidłowe funkcje skóry głowy.

Efekt: nawilżone, miękkie i jaśniejsze włosy o jedwabistym połysku.

Moja opinia: szampon u mnie działa dokładnie tak, jak obiecuje producent.
Szampon świetnie myje, nabłyszcza, delikatnie rozjaśnia, nadaje włosom lekkości, nie obciąża i dzięki temu włosy dłużej zachowują świeżość, nie podrażnia skóry głowy i nie wysusza, a do tego można go kupić w rewelacyjnie niskiej cenie (około 5,00 zł).

Szampon Avea z czarną rzepą

Dziś bardzo krótko chciałabym przedstawić Wam produkt, który w sklepie kupił mnie swoją prostotą, obietnicami na etykiecie i niezwykle niską ceną - 3,00 zł/750 ml oraz minimalistycznym składem:

Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Sodium Chloride, Cocamide DEA, Citric Acid, 
Raphanus Sativus, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol.




I na tych zaletach się skończyło, bowiem ten specyfik niesamowicie wzmógł u mnie wypadanie włosów - jeszcze nigdy nie widziałam u siebie, podczas mycia, tak dużej ilości włosów w wannie czy pod prysznicem i to natychmiastowo podczas pierwszego zastosowania. 
Kolejna próba podjęta tydzień później skończyła się identycznie, a do tego pojawiło się pieczenie skóry głowy dające wrażenie jakby nagle wszystkie cebulki chciały się "wyprowadzić".

Trzeci raz już nie zaryzykowałam.

Jest to, jak do tej pory, jeden z najgorszych szamponów, jakich używałam.


piątek, 19 lipca 2013

Dowody na to, że dieta czyni cuda

Moje drogie Czytelniczki!

Dzisiaj przed Wami post, w którym pokażę jaką siłę ma odpowiednia dieta.
Wielokrotnie już pisałam o tym, z jakimi problemami się borykam i co mi wreszcie zaczęło pomagać (jak tu: „Buziaczek S.O.S.”, „Mikroskopowe badanie żywej kropli  krwi”).

A dzisiaj najważniejsza rzecz, czyli dieta.

Ale dla przypomnienia, moja historia od początku, w skrócie:
Po leczeniu antybiotykami, tetracyklinami, Roaccutane, Izotekiem i lekami hormonalnymi, po kwasach, w tym trójchlorowooctowym, mikrodermabrazjach oraz laserze IPL i tysiącach innych zabiegów, postanowiłam podjąć ostatnią walkę, wyrzucając z mojego życia większość chemii kosmetycznej i zmieniając sposób odżywiania (mimo, że staram się zdrowo odżywiać od kilku lat, postanowiłam znaleźć produkty, które być może mnie uczulają).



Zaraz po Świętach Wielkanocnych i moim urlopie, natychmiast zrezygnowałam całkowicie z mleka i jego przetworów, a zwiększyłam spożycie owoców i warzyw. Całkowicie też zrezygnowałam z kawy, a zwiększyłam rodzaj ziółek do picia, w tym zielonej herbaty. Głównie ze względu na zalecenia „Dr. House’a” :) (o tym pisałam tu „Mikroskopowe badanieżywejkropli  krwi”)

Zaczęłam też jeść jeszcze więcej produktów pełnoziarnistych oraz rybek. Codziennie towarzyszą mi również pestki dyni, siemię lniane, żurawina i migdały.



W środę 10 lipca minęło już 3 miesiące, jak stosuję nową dietę i efekty są zauważalne gołym okiem i to nie tylko na buźce, ale na całym ciele (więcej fotek TU).



I tu, o ile na poprawę cery mojej twarzy wpłynęło kilka dodatkowych czynników, jak Skinorenurządzenie DarsonwalOCMsuplementy diety i rezygnacja z prawie wszystkich kosmetyków (tu obecnie stosuję tylko mydło z nanosrebrempuder mineralny, ewentualnie Manhattan Clearface), to znacznie poprawił się też wygląd skóry na moich ramionach i plecach (gdzie również borykałam się z trądzikiem. Tu niestety nie posiadam żadnych fotek porównujących stan tych części ciała. Jedynie mogę Wam pokazać zdjęcie sprzed miesiąca, gdzie widać jeszcze trochę przebarwień po jakże licznych kiedyś krostkach).
Przedramię

A to już z całą pewnością zawdzięczam tylko i wyłącznie diecie + ewentualnie ograniczeniu chemii (na te części ciała nie stosowałam żadnych dodatkowych preparatów. I myłam się zwykle żelem Alterry lub mydłem: z nanosrebrem lub Luksją).


Co więcej zauważyłam, że jak zjem coś co zawiera mleko bądź jakieś danie z makaronem, to po kilku godzinach zaczyna mnie swędzieć skóra w okolicach kości żuchwy i pojawia się jakaś niechciana niespodzianka :( Często też pojawia się coś na ramionach lub plecach.


Jak skończę moją kurację odtruwającą, to zrobię sobie ponownie mikroskopowe badanie żywej kropli krwi oraz jakieś dodatkowe testy sprawdzające czy jestem uczulona na jakieś produkty i jeżeli tak, to na jakie konkretnie.

środa, 17 lipca 2013

Puder mineralny – moja pierwsza produkcja

Jako początkująca wielbicielka produktów naturalnych i jednocześnie jako osóbka walcząca od ponad 10-ciu lat o gładką buźkę, postanowiłam zrezygnować z wszelkich chemicznych podkładów i zaopatrzyć się w pudry mineralne. Poza tym szukałam też czegoś co zawiera filtry, a nie jest kremem. Gdyż jak dotąd nie znalazłam kremu, który by mnie nie zapychał :(

Po zapoznaniu się z Waszymi opiniami, szczególnie z opiniami Italiany (www.italianablog.com), padło na Kolorówkę (www.kolorowka.com) i na składniki do wykonania pudru mineralnego chroniącego przed negatywnymi skutkami działania słońca (KILK).

Zestaw zawierał:
  • SericiteMica&MirystynianMagnezu – 4,2 g
  • tlenek cynku mikronizowany 100-110 nm – 2,4 g
  • dwutlenek tytanu - 1,2 g
  • stearynian magnezu - 1 g
  • puder jedwabny mikronizowany - 1 g
  • alantoina - 0,2 g
  • pigment - tlenek żelaza w odcieniach brązu ~ 5 ml -> tu wybrałam tlenek morelowy i w gratisie otrzymałam dodatkowo tlenek pastelowy,
  • zestaw pigmentów po ~ 1,2 ml: zieleń chromowa, czerwień żelazowa, żółcień żelazowa,   błękit ultramarynowy
  • pudełko na puder sypki z sitkiem 40 ml
  • torebki strunowe - 2 szt.


Składniki dodatkowe, w które też się zaopatrzyłam:
  • puder perłowy – 0,6 g
  • Ronasphere – 0,6 g (polecany w przypadku cery tłustej).


Dodatkowo, w Pepco nabyłam moździerz w cenie 9,99 zł :)



Gdy otrzymałam paczuszkę, natychmiast zabrałam się do mieszania ;) zgodnie z załączoną instrukcją.



Oczywiście podczas sporządzania puderku, co chwila sprawdzałam na twarzy i dłoni kolor, dodając po troszku tlenków brązowych i pigmentów (żółtego i czerwieni żelazowej) aż do uzyskania koloru odpowiedniego do mojej karnacji.

I oto efekty – tak wygląda moje dzieło:


A jak sprawdził się na twarzy ten puder?
Otóż, od razu po nałożeniu na twarz, kolorystycznie wyglądał dobrze i ładnie się rozprowadzał. 
Niestety miał trzy wady, które sprawiły, że nie do końca byłam zadowolona z tego dzieła: miał słabe krycie, ciemniał na twarzy już po godzinie od nałożenia i w ciągu dnia wyglądałam jak spalona solarium :(  a twarz intensywnie błyszczała się już po 2 godzinach.

Poprosiłam więc o pomoc sklep Kolorówka.com i natychmiast otrzymałam wyczerpującą i bardzo miłą odpowiedź: 

Pani Patrycja z Kolorówki doradziła mi bym dodała odrobinę krzemionki (1-1,2 g), zwiększającej wchłanianie sebum, oraz trochę dwutlenku tytanu (max. do 2,9 g) i węglanu wapnia (0,6 g) zwiększających krycie. Wszystkie te składniki też miały się przyczynić do rozjaśnienia podkładu.


Natychmiast po otrzymaniu paczuszki, zabrałam się do kolejnego mieszania. Do mojego dotychczasowego pudru dodałam całość zamówionych składników:
- Dwutlenek tytanu - dyspersja, 3 g
- Weglan wapnia, 2 g
- Krzemionkę Spherica P-1500, ~5 ml.


I dodatkowo wsypałam bazę Blend Nude, gdyż tym razem puder wyszedł zbyt jasny i kolor stał się jakby ziemisty.

A jak teraz po tej całej modyfikacji sprawdza się na twarzy ten puder?
Otóż, od razu po nałożeniu, jak i w ciągu dnia, kolorystycznie wygląda bardzo dobrze. Idealnie również rozprowadza się na mojej buźce. Ma też dużo lepsze krycie. Najbardziej jednak zachwyca mnie, to że teraz twarz zaczyna się błyszczeć dopiero po 4 godzinach od nałożenia, czego nigdy wcześniej w życiu nie udało mi się osiągnąć (zwykle już po 1-2 godzinach twarz się mocno świeciła). Oczywiście też wszystko zależny jaki krem nałożymy przez zrobieniem sobie make-up'u (w moim przypadku np. nałożenie kremu z filtrem bardzo przyspiesza przetłuszczanie się cery i tu np. nałożenie mojego nowego puderku na twarz posmarowaną wcześniej kremem skraca czas bez błysku z 4 do 2 godzin).
Największą jednak zaletą tego pudru jest jego lecznicze działanie - już następnego dnia po jego zastosowaniu zauważyłam, że twarz się znacznie wygładziła, a przykre niespodzianki się wysuszyły. 
Teraz jest to mój ulubiony puder (obok Manhattana Clearface)

 

a wraz z opakowaniem po rozświetlającym pudrze z Avonu stanowi moje nieodłączne wyposażenie torebki.

wtorek, 16 lipca 2013

Oriflame, Tea Tree_korektor antybakteryjny dwukolorowy

Skład: ricinus communis (castor seed oil), oleyl alcohol, cetyl acetate, candelilla cera (euphorbia cerifera candelilla wax), talc, aluminium starch octenylsuccinate, carnauba (copernicia cerifera carnauba wax), oleyl acetate, acetylated lanolin alcohol, melaleuca alternifolia (tea tree leaf oil), propylparaben, triclosan, ci 77891(titanium dioxide), ci 77492 (iron oxide), ci 77288 (chromium oxide green), ci 77491 (iron oxide), ci 77499 (iron oxide)


Dwukolorowy (zielony + cielisty) korektor w sztyfcie, który maskuje i jednocześnie leczy wypryski.

Lubię ten korektor, ale tylko zieloną część.

Zielona strona działa antybakteryjnie, wysusza krostki i goi ranki, używam tylko punktowo na noc, a rano twarz jest w dużo lepszym stanie (żaden punktowy kosmetyk nie przyniósł takich efektów jak ten – przy stosowaniu innych nie widziałam żadnej poprawy, a wypróbowałam już chyba wszystko).

Beżowa część absolutnie nie jest dla mnie przydatna (w moim przypadku korektor jest za jasny i słabo kryjący). Po zużyciu zielonej strony, resztę wyrzucam – szkoda, że Oriflame nie ma w swojej ofercie dwóch oddzielnych korektorów: zielonego i beżowego.
Drogi – normalnie nie dałabym za niego 25 zł, zwłaszcza, że nie wykorzystuję go w całości. 
Ale jako konsultantka mam zniżkę i kupuję go gdy dodatkowo jest promocja 
(więc za mniej niż 10 zł).

Lubię w nim to, że działa antybakteryjnie.


Analizując skład, niestety znajdujemy w tym korektorze dość szkodliwą substancję, jak aluminium starch octenylsuccinate - związki te są groźne nie tylko z nazwy. To toksyczne substancje, które przenikają przez skórę i kumulują się w organizmie. Są to sole tego samego metalu, z którego składają się puszki, folie i samoloty.

niedziela, 14 lipca 2013

Farouk, CHI, Silk Infusion

Skład: Cyclomethicone, Dimethicone, C-1215 Alkyl Benzoate, Panthenol, Ethyl Ester of Hydrolyzed Silk, Phenoxyethanol, Parfum, D&C Yellow 11, D&C Red 17, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Mica, Boron Nitride Powder



Dobry w postaci „chwilowego nabłyszczacza”, ale nie sprawdza się jako odżywka. 

Po pierwszym użyciu byłam zadowolona, gdyż po negatywnych doświadczeniach z Biosilkiem, efekty po Farouk’u były dużo lepsze, jak i sama konsystencja tego specyfiku bardziej przypadła mi do gustu (olejek wydawał się bardziej gęsty). Jednak po kolejnych użyciach efekt był coraz słabszy – codzienne używanie tego specyfiku zaowocowało u mnie przesuszonymi końcówkami.

Analizując skład, nie znajdziemy tu już wysuszającego alkoholu, co w Biosilku. I ma też znacznie mniej konserwantów, a tym samym jest bardziej bezpieczny dla włosów niż Biosilk.

Avon, Advance Techniques_serum na zniszczone końcówki

Skład: Cyclopentasiloxane, Cyclomethicone, Alcohol Denat, Dimethicone, Phenoxyethanol, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Parfum, Benzophenone-2, Panthenol, Phytantriol, Aqua, Propylene Glycol, Creatine, Laminaria Digitata Extract, Pelvetia Canaliculata Extract, Methylparaben, Propylparaben, Hexyl Cinnamal, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Coumarin, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde.


Olejek absolutnie się nie sprawdził w moim wypadku – zamiast pielęgnować jeszcze bardziej wysuszał moje i tak zniszczone już końcówki włosów. Podejrzewam, że podobnie jak w przypadku Biosilku, głównym winowajcą jest tu Alcohol Denat i parabeny.


Olejek nie przypadł mi do gustu, również ze względu na opakowanie, końcowe tygodnie z produktem to istna próba cierpliwości. Oczywiście nie dało się „wycisnąć do końca” produktu, a trzymanie do góry nogami + szklana butelka to nie jest dobre połączenie ;)

piątek, 12 lipca 2013

Biosilk

Skład: Cyclomethicone, Dimethicone, SD/Alkohol 40B, Panthenol, Ethyl Ester of Hydrolized Silk, Octyl Methoxycinnamate, Parfum, C 12-15 Alkyl Benzoate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben
Olejek absolutnie się nie sprawdził w moim wypadku – mam wrażenie, że niszczył moje włosy
i niesamowicie je wysuszał – choć początkowo szukałam przyczyn takiego pogorszenia stanu włosów w swoim zdrowiu i porze roku. Dopiero gdy mi się skończyło 4 opakowanie i kupiłam sobie jakąś inną odżywkę, jednoznacznie znalazłam winnego.

Olejek mimo tego, że stosowałam go nawet pozostawiając na noc tylko na połowie długości włosów (od połowy głowy aż po same końcówki), powodował, że rano włosy były splątane – 
a po ich umyciu katastrofa, tak jakbym wysuszyła je najbardziej gorącym powietrzem suszarki. Zero efektów odżywienia i poprawy kondycji włosów. Wróciłam do niego po 5 latach w nadziei, że coś się zmieniło, ale nie – efekt był tak samo zły jak wcześniej.

Dziś, kiedy składniki kosmetyków nie stanowią już dla mnie większej tajemnicy, wiem, że głównym winowajcą był zawarty w Biosilku alkohol i parabeny.

czwartek, 11 lipca 2013

Bio-Oil

Dziewczyny, przed Wami kolejny produkt przetestowany przeze mnie, który absolutnie się w moim przypadku nie sprawdził, a mianowicie Bio-Oil (reklamowany chyba już we wszystkich kolorowych czasopismach).


Zacznę od analizy jego składu, gdzie znalazłam głównego winowajcę wysypu, który się u mnie pojawił po zastosowaniu tego specyfiku, zarówno na twarzy, jak i na pozostałych partiach ciała, na których go aplikowałam:

Skład: Botanicals Calendula Officinalis Flower Extract (Calendula Oil), Lavandula Angustifolia Oil (Lavender Oil), Rosmarinus Officinalis Leaf Oil (Rosemary Oil), Anthemis Nobilis Flower Oil (Chamomile Oil), Vitamins Retinyl Palmitate (Vitamin A), Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Oil Base, Paraffinum Liquidum, Triisononanoin, Cetearyl Ethylhexanoate, Isopropyl Myristate, Glycine Soja Oi,l Helianthus Annuus Seed Oil BHT Bisabolol, Fragrance (Rose), Alpha-Isomethyl Ionone, Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Eugenol, Farnesol, Geranio,l Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl, 3-Cyclohexene, Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, Colour (Orange/Pink) CI 26100 (Red 17) and/or CI 60725.

Dla mnie ten olejek kompletnie się nie nadaje z powodu dwóch składników:
  • Isopropyl Myristate - emolient tzw. suchy. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Ponadto jest to substancja, która w konsekwencji długiego stosowania kosmetyku może spowodować zaczopowanie ujść mieszków włosowych (porów).
  • Paraffinum Liquidum - szczegółowy post o wpływie tego składnika na moją skórę znajdziecie TU.

A tu znajdziecie więcej niebezpiecznych dla Waszego zdrowia składników tego olejku:
http://www.cosdna.com/eng/cosmetic_628c103630.html


Parafina a trądzik

Po 10-letniej walce o zdrową skórę (po leczeniu antybiotykami, tetracyklinami, Roaccutane, Izotekiem i lekami hormonalnymi, po kwasach, w tym trójchlorowooctowym, mikrodermabrazjach oraz laserze IPL i tysiącach innych zabiegów), a jednocześnie zafascynowana całkiem od niedawna naturalnymi kosmetykami i szukając czegoś co negatywnie wpływa na mój i tak już katastroficzny stan skóry, natrafiłam na parafinę, nie licząc oczywiście Sodium Laureth Sulfate (SLES), o którym już pisałam TU.


Parafina jest głównym składnikiem wielu środków i substancji codziennego użytku (m.in. świec i smarów), ale w postaci ciekłej bardzo często pojawia się też w środkach farmaceutycznych i kosmetycznych. Otrzymywać ją można z destylacji ropy naftowej, ze smoły węgla brunatnego, smoły łupkowej, torfu lub syntetycznie. 

Parafina ciekła (inaczej olej parafinowy, olej mineralny, paraffinum liquidum) rozpuszcza się tylko w rozpuszczalnikach organicznych (np. w terpentynie, eterze naftowym, benzynie aptecznej), dlatego tak trudno zmyć ją ze skóry.
Parafina ma czynić skórę gładką i elastyczną, w konsekwencji w sposób bardzo szkodliwy nadaje jej tylko efekt gładkości i elastyczności. Zmieszana z innymi związkami składającymi się na puder, wciska się w pory, wypełnia je, tworzy wrażenie jednolitej powierzchni i jednocześnie blokuje kanały łojowe. 

Co jest tego efektem? Pryszcze, zaskórniaki i zanieczyszczona skóra. Ponadto, parafina hamując procesy wymiany gazowej, sprzyja rozwojowi bakterii beztlenowych, czyli tworzy świetny grunt pod trądzik.

Uwaga: bardzo drastyczne zdjęcia!


Dlatego leki czy kosmetyki przeciwtrądzikowe zawierające parafinę w składzie, mogą okazać się nieskuteczne – co więcej, mogą nawet pogarszać stan skóry, bo utrudniają wnikanie substancji leczniczych. Podobnie sprawa wygląda w przypadku zapalenia mieszków włosowych i łojotokowego zapalenia skóry.

Sodium Laureth Sulfate (SLES) a moja skóra

Zafascynowana całkiem od niedawna naturalnymi kosmetykami i szukając czegoś co negatywnie wpływa na mój i tak już katastroficzny stan skóry, natrafiłam na Sodium Laureth Sulfate (SLES)

Dla przypomnienia: SLES powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, upośledzają czynności gruczołów apokrynowych, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych.

Jak olbrzymie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że ten środek znajduje się we wszystkich stosowanych przeze mnie kosmetykach - począwszy od żeli myjących przeciwtrądzikowych, peelingów i płynów oraz żeli do kąpieli, a skończywszy na szamponach, balsamach do ciała i solach do kąpieli. 


Istny obłęd - zatem po co producenci kosmetyków przeciwtrądzikowych dodają do swoich kosmetyków SLES?! - tak na pewno nikomu nie pomogą, a co najwyżej mogą pogorszyć stan skóry swoich klientów :( 

I być może jest też tak i w moim przypadku - zatem aby to sprawdzić, odstawiam całą tę chemię i rozpoczęłam mycie twarzy kosmetykami pozbawionymi parafiny i SLES.
I już mamy pierwsze efekty :) Jak tu: KILK.

Moje trzy miesiące bez kawy

Minął już trzeci miesiąc odkąd nie piję kawy i jakie są tego efekty?

Czego łatwo się domyśleć, wpływ kawy na naszą organizm niestety do pozytywnych nie należy. 

Tanina zawarta w kawie blokuje pory komórkowe nie pozwalając przeniknąć do ich wnętrza ważnym składnikom odżywczym zawartych w pożywieniu. Poprzez zawartość taniny w kawie, skóra traci zdolności zatrzymywania wody, przez co skóra staje się z czasem zmęczona i pozbawiona blasku. Tę samą odwadniającą właściwość posiada zawarta w kawie kofeina, która poprzez działanie moczopędne przyczynia się do zmniejszenia zawartości wody w organizmie. O ile nie jest to problem dla tych, którzy poprzestają na porannej filiżance kawy, to może nabrać negatywnego znaczenia dla osób pijących powyżej 4 filiżanek. 

Picie zwiększonych porcji kawy może doprowadzić do powstawania przebarwień i plamek na skórze.
To wszystko dzięki kawie, która utrudnia pracę wątroby, której zadaniem jest oczyszczanie naszej krwi z toksyn. Zanieczyszczona krew farbuje komórki naszego ciała z komórkami skóry włącznie. Zachwiana praca wątroby w ten sam sposób może przyczynić się do zaostrzenia się zmian skórnych, np. trądziku.

I tu bardzo często patrząc na siebie w lustrze obwiniałam o tak zły stan cery: stres w pracy, przepracowanie, a nawet gdzieś przez myśl przemknęło mi, że to wpływ komputera, a latem dodatkowo klimatyzacji.  Zgłębiałam to zagadnienie każdego dnia, ale zupełnie nie spodziewając się, że sprawczyni takiego stanu rzeczy to moja ulubiona kawusia z mleczkiem. Co więcej okazało się, że to mleczko też nie jest w moim przypadku dobrym pomysłem (więcej w tym poście: KLIK).


Dodatkowo picie kawy na czczo przyczyniło się u mnie do powstania wrzodów żołądka i dwunastnicy. Nie mówiąc już o zakwaszeniu organizmu. I gdyby właśnie nie to, to pewnie dalej piłabym kawę.

Warto zatem rezygnować z picia kawy na rzecz zielonej herbaty, która jak dla mnie w równym stopniu pobudza, lub szklanki wody zapewniającej odpowiedni poziom nawilżenia skóry.

Podsumowując: odkąd nie piję kawy moja cera uległa poprawie (tu dodam, że do tego przyczyniło się jeszcze kilka innych bardzo ważnych rzeczy, jak TU) i nie mam już problemów z bolącym brzuszkiem (tu dodatkowo musiałam brać leki na wrzody żołądka i dwunastnicy, aby całkowicie pozbyć się problemu).

Czasami tylko tęsknię za samym smakiem kawy z mlekiem, ale da się wytrzymać, szczególnie, że determinacja w walce o zdrową cerę jest u mnie silniejsza niż jakiekolwiek pokusy :)

środa, 10 lipca 2013

Ziaja maska i odżywka do włosów intensywna odbudowa

Dzisiaj przed Wami produkty, które towarzyszyły mi prawie całą jesień i zimę:
Ziaja Maska do włosów intensywna odbudowa oraz odżywka bez spłukiwania z tej samej serii:


Ziaja Maska do włosów intensywna odbudowa:

Od producenta: Skoncentrowany preparat o niskim pH, który zamyka łuski i regeneruje włosy aż po same końce.
DZIAŁANIE:
- Uzupełnia niedobór składników budulcowych. 
- Głęboko regeneruje naruszoną strukturę włosów. 
- Zapobiega rozdwajaniu się końcówek. 
- Zwiększa wytrzymałość włosów na uszkodzenia.

WSKAZANIA: do włosów zniszczonych 

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol*, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Behetrimonium Chloride, Isopropyl Myristate*, Polyquaternium-10, Panthenol, Ceramide 3, Ceramide 6 II, Ceramide 1, Phytosphingosine, Cholesterol, Sodium Lauroyl Lactylate, Carbomer, Xanthan Gum, Sodium Benzoate*, Parfum (Fragrance), Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Citric Acid*
* Surowiec zaaprobowany przez ECOCERT
Substancje aktywne:
  • ceramidy
  • prowitamina B5 (D-panthenol)

Natomiast Ziaja odżywka do włosów intensywna odbudowa 
według producenta: Aktywny preparat bez spłukiwania o niskim pH, który zamyka łuski i regeneruje włosy aż po same końce. Dostarcza niezbędnych składników odżywczych włosom zniszczonym zabiegami fryzjerskimi.

DZIAŁANIE: 
- Uzupełnia niedobór składników budulcowych. 
- Skutecznie wzmacnia wewnętrzną strukturę włosów. 
- Zapewnia im natychmiastową regenerację. 
- Zwiększa wytrzymałość włosów na uszkodzenia.

EFEKT: włosy mocne, odbudowane, gładkie

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Dimethicone, Isopropyl Myristate, Paraffinum Liquidum, Ceramide 3, Ceramide 5 II, Ceramide 1, Phytosphingosine, Cholesterol, Sodium Lauroyl Lactylate, Carbomer, Xanthan Gum, Panthenol, Propylene Glycol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Trilaureth-4 Phosphate, Cyamopsis Tetragonalobus Gym, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, Limonene, Linalool, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Citric Acid

Substancje aktywne:
  • ceramidy
  • ekstrakt z aloesu
  • olej jojoba
  • prowitamina B5 (D-panthenol)

Moja opinia:
Maskę i odżywkę kupiłam jakoś w sierpniu/wrześniu ubiegłego roku w aptece, a później większe ilości kupowałam już na Allegro – często przy okazji innych zakupów. Produkty nabyłam w naprawdę rewelacyjnie niskiej cenie: maskę za 5,90 PLN a odżywkę za 4,50 PLN (w aptece niestety trochę drożej).

Od samego początku, oba produkty stosowałam w miarę regularnie: 2 razy w tygodniu.
A ze zwiększoną częstotliwością zaczęłam ich używać zimą, gdy stan moich włosków znacznie się pogorszył: odżywki używałam codziennie, a maskę po umyciu główki (na 2-3 minuty) w dniach, w których nie stosowałam innych masek.
Maska jest bardzo wydajna i 200 ml, czyli opakowanie w zupełności wystarcza mi na miesiąc. Odżywka, która ma tę samą pojemność wystarcza mi jeszcze na dłużej (minimum 2 miesiące). Maskę nakładam również na skórę głowy i tu nie zanotowałam podrażnienia skóry.

Na plus tych specyfików jest ich działanie:
maska dobrze odżywia, nawilża i wygładza włosy.
Niestety przy częstszym stosowaniu trochę mi je obciąża, więc jak dla mnie używanie maski max. 1-2 razy w tygodniu jest idealne.
Jeżeli chodzi o odżywkę, to również łatwo przesadzić, dlatego na dłoń wyciskam małą ilość kosmetyku (wielkości orzecha włoskiego) i rozcierając ją najpierw delikatnie w dłoniach, nakładam na końcówki, a następnie na resztę długości włosów.
Oba produkty naprawdę ułatwiają rozczesywanie włosów - szczególnie odżywka.

Jeżeli chodzi o zapach, to dla mnie jest przyjemny – choć trudno mi go z czymś skojarzyć (po prostu neutralny chemiczny – może delikatnie słodkawy).

Maska jak dla mnie ma też bardzo fajne opakowanie - możemy wybrać produkt do końca i za jednym podejściem nałożyć sporą ilość produktu na główkę. Co więcej, jedną z puszeczek po zużytej masce wykorzystuję jako mydelniczkę, co niesamowicie się sprawdza podczas moich wyjazdów – opakowanie się nie otwiera i mydełko spokojnie siedzi tam zamknięte, a nawet podczas stosowania mydła, mogę zawsze z łatwością wylać wodę, która po umieszczeniu mokrego mydełka ocieka na dno i podstawowa zaleta: mydełko leżakuje w opakowaniu pod skosem, więc nie ma styczności z wodą, która się gromadzi i tym samym się nie rozmiękcza.
Odżywka natomiast jest w plastikowej butelce, z której też się łatwo aplikuje – wystarczy podnieść zatyczkę/nakrywkę i wycisnąć na dłoń potrzebną ilość preparatu.


Podsumowując: polecam wszystkim zarówno maskę, jak i odżywkę. A za taką cenę naprawdę warto :)

wtorek, 9 lipca 2013

Niebezpieczna chemia

Producenci kosmetyków zobowiązani są do umieszczania na etykietach swoich produktów ich składu. Tylko, że chemiczne terminy dla przeciętnego konsumenta są tak niezrozumiałe, że zwykle nie czytamy treści wydrukowanej na opakowaniu, tylko skupiamy się na właściwościach kosmetyku.




A tymczasem nasz krem, lakier do paznokci czy szampon może zawierać mnóstwo niebezpiecznych składników.

Efektem ich stosowania może być wiele nieprzyjemnych dolegliwości jak: łupież, świąd, pokrzywka, trądzik, rumień, łamliwość i wypadanie włosów czy alergie skórne. 

Codzienne używanie kosmetyków naszpikowanych niebezpieczną chemią może doprowadzić do jeszcze poważniejszych schorzeń jak: zakłócenia w gospodarce hormonalnej, zaburzenia menstruacji, problemy z potencją, trudności związane z zajściem w ciąże i jej utrzymaniem. Podejrzewa się także niektóre chemikalia o skutki teratogenne i wywoływanie raka.

Coraz więcej badań dowodzi szkodliwości niektórych związków, jednak nikt nie myśli o ich wycofywaniu z produkcji. Jedyną drogą unikania "niebezpiecznej chemii" jest baczne śledzenie etykiet na artykułach, które kupujemy. 

Zatem przygotowałam tu dla Was małą lekcję chemii ;) 
i przed Wami jedne z najbardziej powszechnie stosowanych składników kosmetyków:

PARABENY - to konserwanty, które przedłużają życie kosmetyków, są to estry kwasu parahydroksybenzoesowego. Znajdziecie je nie tylko w kremach i szamponach, ale także w produktach spożywczych - ciastach, sokach owocowych, mrożonkach i dżemach. 

Zadaniem parabenów jest niedopuszczanie do powstawania pleśni i blokowanie rozwoju drobnoustrojów. Dzięki temu wyroby mogą spokojnie leżeć na sklepowych półkach i zachowywać swoją świeżość oraz "wątpliwą jakość".

Pierwsze szczegółowe badania na ich temat pojawiły się już kilka lat temu, kiedy to zaczęto podejrzewać je o przedostawanie się do organizmu i wpływ na rozwój rakowych komórek w organizmie. 
W ostatnich latach zwrócono uwagę na estrogenne działanie parabenów. Z tego powodu ich dalsze dodawanie do kremów jest dyskusyjne - prawdopodobnie mogą powodować rozwój guzów piersi.

Konserwanty w kosmetykach należące do grupy parabenów, występować mogą pod nazwami: 
  • methylparaben, 
  • ethylparaben, 
  • prophylparaben, 
  • buthylparaben, 
  • heptylparaben, 
  • bensylparaben, 
  • isopropyl paraben, 
  • nipagin, 
  • aseptin. 

Poza tym, producenci by ukryć obcność parabenów, mogą sięgnąć po bardziej wyszukane synonimy, przykładowo dla parabenu butylowego:
4-(butoxycarbonyl)phenol; 4-Hydroxybenzoic acid butyl ester; p-hydroxybenzoic acid n-butyl ester; p-Hydroxy butyl benzoate; aseptoform butyl; Butoben; Butyl 4-hydroxybenzoate; Butyl Parasept; butyl butex; Butyl Chemosept; butyl tegosept; n-Butyl paraben; n-Butyl p-Hydroxybenzoate; nipabutyl; preserval b; solbrol b; SPF; Tegosept B; tegosept butyl; Butyl P-Hydroxybenzoate ; 2-butyl-4-hydroxybenzoic acid.


PARAFINA - mieszanina stałych alkanów (powyżej 15 atomów węgla w cząsteczce), wydzielana z ciężkich frakcji o temperaturze wrzenia ponad 350 °C (i pozostałości po destylacji) ropy naftowej, z frakcji smół wytlewnych z węgla brunatnego lub syntetycznie. Zależnie od stopnia rafinacji jasnożółta do białej, ma postać krystalicznego wosku (tłusta w dotyku), nierozpuszczalna w wodzie i etanolu, lecz rozpuszczalna w wielu innych rozpuszczalnikach organicznych (np. w terpentynie, eterze)[http://pl.wikipedia.org/wiki/Parafina]

Parafina ma czynić skórę gładką i elastyczną, w konsekwencji w sposób bardzo szkodliwy nadaje jej tylko efekt gładkości i elastyczności. Zmieszana z innymi związkami składającymi się na puder, wciska się w pory, wypełnia je, tworzy wrażenie jednolitej powierzchni i jednocześnie blokuje kanały łojowe. 


Co jest tego efektem? 
Pryszcze, zaskórniaki i zanieczyszczona skóra. Ponadto, parafina hamując procesy wymiany gazowej, sprzyja rozwojowi bakterii beztlenowych, czyli tworzy świetny grunt pod trądzik.

Wystrzegajmy się następujących nazw w składzie kosmetyku: 
  • Paraffinum Liquidum 
  • Paraffin 
  • Synthetic Wax 
  • Isoparaffin 
  • Mineral Oil 
  • Vaseline 
  • Petrolatum 
  • Ceresin 
  • Isododecane 
  • Isobutane 
  • Isohexadecane 
  • Ozokerite 
  • Cera Microcristallina. 

Sodium Lauryl Sulfate, Sodium Laureth Sulfate, Ammonium Lauryl Sulfate, Sodium Myreth Sulfate, Laurylosiarczany sodu, SLS, SLES:


Typowe detergenty syntetyczne. Obecnie są niemal w każdym toniku, balsamie, żelu myjącym, zmywaczu, szamponie i płynie do kąpieli. 
Powodują przesuszenie skóry, zaburzają wydzielanie łoju i potu, upośledzają czynności gruczołów apokrynowych, podrażniają skórę, wywołują świąd i wypryski. Przyczyniają się do powstawania plam, guzków zapalnych i cyst ropnych. Szczególnie szkodliwie działają na skórę dzieci, niemowląt oraz na skórę w okolicach narządów płciowych. Powodują podrażnienie oczu i zapalenie spojówek. Ulegają kumulacji w ustroju. Są metabolizowane w wątrobie. Uszkadzają układ nerwowy i układ odpornościowy skóry. Obniżają stężenie estrogenów, mogą wzmagać niekorzystne objawy menopauzy. Uszkadzają osłonki włosów powodując łamliwość i rozdwajanie włosów.


SLS i SLES wchodzące w skład kosmetyków mogą być zanieczyszczone rakotwórczymi dioksanami (dioxane). SLS są mutagenami uszkadzającymi materiał genetyczny.

A tu znajdziecie program do analizy składów: KLIK

Wystarczy przepisać skład z opakowania i kliknąć "Analisis" by sprawdzić, które składniki są bezpieczne, a które nie.