środa, 5 kwietnia 2017

Kolejny rok włosomaniactwa i półtoraroczny minimalizm

Przeglądając mojego bloga, uświadomiłam sobie, że dokładnie 4 lata temu rozpoczęła się moja przygoda ze świadomą pielęgnacją włosów czyli włosomaniactwem. 
Wypada więc podsumować moje zmagania w walce o piękne i długie włosy. Myślałam długo nad tym, co Wam w związku z moją małą rocznicą napisać, czy stworzyć taki niby album z całego okresu, czy może opisać tylko okres ostatniego roku, gdzie moich włosowych grzechów było najmniej ;)


Postanowiłam jednak nie tworzyć jeszcze mojej pełnej włosowej historii, bowiem poszczególne etapy znajdziecie tu:


ale skupić się na ostatnim roku, gdzie przestałam zupełnie farbować włosy i niszczyć je kolejnymi pomysłami ;)


Przede mną jeszcze długa droga do włosów idealnych, niemniej jednak, jest lepiej niż cztery lata temu. Mam nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej i wtedy będę wreszcie mogła Wam pochwalić się moją MWH :)

Przez ostatnie półtora roku na mojej głowie gościł całkowity minimalizm, a to ze względu na ciążę, karmienie i całkowite poświęcenie się maleństwu :*

Nie było czasu na fryzjera czy farbowanie :P 
Co widać zresztą na poniższych fotkach:





Długość włosów mierzona od linii czoła: 79 cm 
Roczny przyrost: 12 cm


Przerobiłam też mega wypadanie włosów, które trwało po urodzeniu mojego synka prawie pół roku.
Dlatego dolna partia włosów jest trochę przerzedzona.


Włosy myłam co drugi lub co trzeci dzień. Przeważnie były to szampony Farmony: pokrzywowy albo bursztynowy. Dopiero po zakończeniu karmienia włączyłam Seboradin i Priorin przeciw wypadaniu.

Maski nakładałam po każdym myciu tylko na samą długość włosów - z pominięciem skalpu, ale co najwyżej na minutę lub dwie. Tu zużywałam sukcesywnie wszystkie moje zapasy, jak Kallosy, Garniery czy Artego, NaturVital albo Solutions.

W tym okresie zrezygnowałam całkowicie z wcierek i dopiero od czterech miesięcy stosuję naprzemiennie ampułki i lotion Seboradin przeciw wypadaniu. I teraz włosy już praktycznie mi nie wypadają :)

Końcówki zabezpieczałam od czasu do czasu olejkiem Garnier termoochronny albo Marionem. 
A przez ostatnie 4 miesiące robię to po każdym myciu.  I to ostatnio doszedł jeszcze olejek nabłyszczający Joanny.

Przez ostatni rok całkowicie zrezygnowałam z suszarki i prostownicy oraz rozpuszczonych włosów.

Teraz, gdy moje maleństwo już prawie chodzi i sporo rzeczy robi z mamusią, mogę sobie pozwolić na większą dbałość o siebie i pokazać Wam tego efekty.

Do zobaczenia wkrótce :)

1 komentarz: